No… Powoli mija drugi tydzień odkąd wróciłam z Krakowa. Wyprowadzka przebiegła szybko, ale nie powiem, że mi się podobało. To ciekawe. Miesiąc przed końcem roku akademickiego cieszyłam się, że wreszcie ucieknę z tego mieszkania, że nie będę budzona myciem naczyń o czwartej nad ranem, że nie będę słyszeć trzaskania drzwiami (szczególnie w momentach kiedy chciałam posiedzieć w ciszy), dziwnych rozmów w kuchni, że nie będę widzieć tych wszystkich sztucznych uśmiechów i udawanego miłego usposobienia naszych współlokatorek. I w dniu wyjazdu, kiedy z pokoju znikały kolejne pudła, torby, plecaki, pojawiał się pewnego rodzaju smutek. Bo mimo tego, co niekoniecznie mi się podobało, mieszkało się tam dobrze. To też swego rodzaju nowe doświadczenie dla mnie.
Nie wiedziałam, że tak się przywiążę do tego miejsca, do tego odludzia, końca świata, zadupia, z którego mogłam wydostać się tylko jednym autobusem. Gdzie był praktycznie jeden market, w którym można było kupić najdroższe chrupki kukurydziane na świecie i przedrogą wodę mineralną. I przyznam szczerze, że troszkę obawiam się nowego miejsca, w którym przyjdzie mi mieszkać w przyszłym roku. Fajnie byłoby zamieszkać gdzieś, gdzie już kiedyś się było, gdzie zna się rozkład pomieszczeń, gdzie nic nie jest takie obce. Nie można mieć wszystkiego, przede mną kolejna próba przystosowania się do nowego otoczenia. Pozdrowienia dla Kasi, z którą mieszkałam przez ten rok! Mam nadzieję, bardzo szczerą, że po wakacjach znowu uda nam się razem pomieszkać. To był dobry czas. :)
Podróż do domu zajęła nam jakieś 5 godzin. 5 godzin liczenia zepsutych samochodów, które odmówiły posłuszeństwa (było strasznie gorąco) i leżących wszędzie popękanych, stopionych (?) opon. To i tak nieźle… Ostatnim razem jadąc bodajże do Krakowa, można było liczyć… ekhem, panie lekkich obyczajów stojących na poboczach.
Miło było zobaczyć swoje miasto po tak długim czasie (nie byłam w domu od Wielkanocy). Tyle zmian! Za każdym razem, kiedy przyjeżdżam, zwiedzam okolice na nowo. Wszędzie coś budują, odnawiają. Za jakiś czas (mam nadzieję, że strasznie długo czekać nie będziemy musieli) skończą nam budować basen, przy którym (oby) stanie hotel, trwa renowacja zabytkowych budynków. Trzebnica pięknieje. J Osobiście jestem zachwycona!
O ile spakowanie się zajęło mi stosunkowo niewiele czasu, tak rozpakowanie się po powrocie do domu było nie lada wyczynem. Wydawało się, że mam tyle rzeczy a tak mało miejsca, żeby to wszystko upchnąć. Po niecałych dwóch dniach wszystko znalazło swoje miejsce, pudła z pokoju zniknęły. Czas zacząć wakacje.
No właśnie, wakacje. I co dalej?
Odpoczynek, masa odpoczynku, słodkie nicnierobienie. Różnego rodzaju obowiązki domowe, które często spadają na nas jeden po drugim. Czasem jakiś wyjazd. Ogólnie cała masa rzeczy jakie można, chciałoby się zrobić, a na które naszym zdaniem nie mieliśmy czasu podczas roku szkolnego/akademickiego. Pytanie tylko, czy aby na pewno. Czy może tak sobie wmawiamy, że nie mamy kiedy zająć się tym, co nas interesuje. Oczywiście, sama też tak sobie wmawiałam. Do czasu. Wakacje są właśnie takim okresem, kiedy tym wszystkim pobawić się możemy! Wakacyjny plan/postanowienia to dobre wyjście, tak myślę. Nie ogranicza nas prawie nic, wystarczą tylko dobre chęci i zebranie się w sobie. Podjęcie paru decyzji, tak na dobry początek. Ja swoje już mam… Plany, postanowienia, podjęte decyzje. Warto, chociażby dla satysfakcji, że wykorzystałam ten wolny czas na rzeczy dla mnie ważne, pożyteczne. Że ten czas nie jest stracony. Do tego właśnie dążę. I widać pierwsze sukcesy. Znajduję czas na czekające na mnie od miesięcy książki, na filmy, na muzykę, na porządkowanie wielu rzeczy, a przede wszystkim na porządkowanie życia.
Wracając do tematu podejmowanego przeze mnie już wielokrotnie we wcześniejszych wpisach, konkretnie do zmian jakie u siebie wprowadzam; muszę powiedzieć, że są. Co chwilę dochodzą nowe, jakże przemyślane, zaplanowane. Ostatnimi czasy, sukcesywnie pozbywałam się swoich ‘demonów przeszłości’, jeden po drugim. Ze wszystkimi na raz na pewno bym sobie nie poradziła. A i z każdym pojedynczo nie było łatwo. Chociaż, z pomocą jaką otrzymałam nie mogło się nie udać. I za to jestem wdzięczna. Pozbyłam się większości takich niechcianych rzeczy, które ograniczały mnie niesamowicie. Z pozostałościami dam sobie radę. A teraz i tak odczuwam wielką ulgę i… taką… wolność. Sama sobie powiem: oby tak dalej!
I oby zapału nie brakło, oby wszystko układało się tak dobrze jak do tej pory, obym nie musiała przestawać się cieszyć z tego wszystkiego.
Wszystkim życzę, żeby te wakacje były wykorzystane jak najlepiej, żeby nikt nie żałował zmarnowanego czasu. Żeby za tę parę miesięcy spotkać się w pełni sił, żeby można było stawić czoła temu wszystkiemu, co znowu będzie nas ograniczało.
Jest dobrze! Oby tak dalej!