No właśnie… Jak to się w ogóle stało, że przez tak długi czas nie zasiadłam nawet na chwilę, żeby napisać cokolwiek? Nie wiem… Nie mam nic na swoją obronę, poza tym, mało kto się ‘domaga’ jakichkolwiek informacji więc determinacja mi spadła. Poza tym, zrobiło się ciepło, człowiek z mieszkania się ruszył i nie w głowie mu pisanie notek. Ale nie cieszcie się, w dalszym ciągu mam zamiar wyżywać się tu ‘twórczo’, bo czemu nie. Tyle tytułem wstępu. Myślę, że teraz warto by zrobić jakąś niewielką retrospekcję (ach, uwielbiam retrospekcje!).
No to tak… W skrócie…
Święta były, a wiadomo jak to jest w tym czasie. Sporo przygotowań, sporo biegania, sporo siedzenia z rodziną, sporo jedzenia. Generalnie czas udany. Po świętach zdarzyło mi się tak naprawdę pierwszy raz przywieźć domowe jedzenie do Krakowa. Dość nietypowe uczucie. Nie powiem, że dziwne, ale nie mogłam odmówić sobie zabrania z domu kawałka pieczeni, miseczki sałatki i innych smakołyków. Czas minął szybko, nie zdążyłam nawet spotkać się z kumplami (pozdro dla Bzyka, Michała, Stefana, HarŚ’a i Emila). Cóż, spoko, nadrobi się następnym razem.
Tyle, jeśli chodzi o tą najdalszą przeszłość. Idąc dalej:
Studia:
Wiadomo. Wykłady, zadania, projekty, czasem wskoczy jakiś kolos. Zajęcia terenowe, potem sprawozdania, których osobiście bardzo nie lubię. Ale generalnie nie jest źle. Skoro można znaleźć czas na różnego rodzaju przyjemne sprawy to znaczy, że nie idzie jakoś tragicznie. Staram się znaleźć jakąś równowagę, tak co by nie przesadzić ani w jedną ani w drugą stronę. Bo, uwaga, to jest możliwe! Czasem odnoszę wrażenie, że nie wszyscy mają tą świadomość.
Co do samej równowagi… (tu małe wtrącenie) Po długim, długim czasie odzyskałam pewien typ równowagi, którego tak szukałam. Wiedząc, jak piszę swoje notki, nie spodziewajcie się konkretów ;) Wtajemniczeni wiedzą co mam na myśli, szczególnie zainteresowanych odsyłam bezpośrednio do siebie. Jedyne, co mogę tu napisać to informacja, że czuję się z tym świetnie, świeżo, jak ktoś zupełnie inny. Umysł rozjaśnia się coraz bardziej, oczy widzą to, czego wcześniej widzieć nie mogły czy nie chciały. Ach, zmiany… Jakie to fajne uczucie, wiedzieć czego się chce i iść w tą stronę i jeszcze móc się tym cieszyć. Coś wspaniałego!
Z innych świeżości:
Juwenalia!
Więc wiadomo, totalna beztroska, imprezy, koncerty. Ogólnie świetny czas. Jedyne co mogło mi nie pasować, i myślę że każdy się zgodzi, to niefajna pogoda. Jak popatrzę co aktualnie dzieje się za oknem, zastanawiam się, dlaczego nie mogło być tak przez kilka ostatnich dni. Cóż, było jak było, to i tak nie odstraszyło mnie przed przyjściem na koncerty. Właśnie, koncerty… Każdy był inny. Kilka słów o każdym… Vavamuffin: genialny! Mimo deszczu. Super energia! Ech, gdybym tylko wcześniej nie rozwaliła sobie kolana, skorzystałabym o wiele bardziej. W każdym razie, jak tylko pojawi się okazja na koncert, wybieram się bez względu na wszystko. Koncert plenerowy: tu mieszane uczucia. Królował Kult, to dało się wyczuć. Coma i Strachy na lachy… Te zespoły zaliczyłabym bardziej do takich, których lepiej słucha się z płyty/mp3. Ale to tylko moje własne odczucia. Piątkowy happysad: niezmiennie świetni. Tu też, jak tylko będzie okazja, lecę na koncert. I tym razem już pod sceną. I na kolano uważać będę tak szczególnie już na tydzień przed.
Korowód: szkoda, że tak padało, myślę że wtedy zebralibyśmy się trochę wcześniej. Ale na rynku zawitałam, trochę fotek mam. Niektórzy ludzie mieli przegenialne pomysły. Nie będę tu składać obietnic, ale fajnie by było zrobić jakąś super zorganizowaną akcję na przyszły rok. Pożyjemy zobaczymy. Tu karcące pozdrowienia dla Mateusza i Dawida, którzy wykruszyli się w ostatnim momencie. Nie daruję kolejnej akcji tego typu.
No i co… Juwenalia się skończyły, wypadałoby wracać do spraw typowo uczelnianych. Generalnie mi się to nie uśmiecha, ale kto powiedział, że musi. Mimo wszystko nie będę rezygnować z przyjemności typowo nieuczelnianych, bo tak to też się nie da. Najbliższe plany to noc muzeów i jak dobrze pójdzie to może festiwal muzyki filmowej.
Tyle na dzisiaj, jak coś mi się przypomni to się postaram zapamiętać i w kolejnej notce zamieścić. Miłego wieczoru.