Saturday, February 27, 2010

Garść niejasnych nowości.

Sesja i po sesji, ferie i po feriach... Czas przyspieszył ostatnio, przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. Chociaż, przyznam szczerze, ostatnio jest mi to bardzo na rękę. Z resztą, na moją korzyść działa nie tylko czas. Generalnie ostatnimi czasy mam jakieś niesamowite szczęście. Egzaminy udało się zdać w pierwszym terminie. Na PKP tym razem narzekać nie mogę, i w jedną i w drugą stronę zawieźli mnie zgodnie z planem, nawet miałam gdzie siedzieć. Jakbym się uparła to i położyć bym się mogła. Ferie minęły bezproblemowo, chociaż teraz, dziwnym trafem myślałam raczej o tym, żeby przeleciały troszkę szybciej niż wolniej. Oczywiście nie zrobiłam nic, zupełnie nic pożytecznego. No może jedyną taką rzeczą były zabawy z bindownicą i zabindowanie wszystkich materiałów, jakie od 1,5 roku zawoziłam do domu. Poza tym ten czas minął mi pod znakiem mega obijania i słodkiego nicnierobienia. Dzięki temu do Krakowa wróciłam pełna sił, może niekoniecznie do nauki, ale jednak. Były to siły, chociażby na wczorajszy koncert Happysad, na który udało mi się wybrać. Na żywo są równie świetni i zabawni. Teksty wokalisty w przerwach między kolejnymi piosenkami po prostu powalają. Bardzo pozytywne wydarzenie. Myślę nawet, że to nie było moje ostatnie spotkanie z zespołem. Nagromadzonych sił jest jeszcze bardzo dużo, zostaje tylko myśleć, na co je spożytkować i zarządzać nimi odpowiednio.


Śnieg znika, robi się cieplej i przyjemniej, bardziej chce się wyjść i pozwiedzać miasto. Wreszcie pojawiają się nowe pomysły i plany, które nie są niemożliwe do zrealizowania. Można iść tam i tam i jeszcze tam, zrobić to, to i to i nie widać żadnych przeciwwskazań! Nie ma problemów, które dotąd skutecznie niszczyły każdą inicjatywę. Dopadł mnie powiew wiosny, a razem z nim takie... „Świeże Tchnienie”, które ostatnio bardzo skutecznie pomaga mi odzyskać dawną jasność umysłu i wrodzony optymizm. Wiem, brzmi to dość tajemniczo. Nie pytajcie, i tak nie odpowiem. Jest dobrze. Bardzo dobrze. Może nawet aż za dobrze? Nie wiem. W każdym razie czuję zmiany, na lepsze. Ten tytułowy ‘Mały Człowiek’ zaczyna się uśmiechać. Kto by pomyślał, prawda? Obawiać się można tylko jednej rzeczy. Konkretnie tego, że nagle wyczerpią mi się te zapasy szczęścia i jakiś pech nagle da mi w twarz, gwałtownie sprowadzając na ziemię. Cóż, zobaczymy. Będę myśleć, jak coś takiego rzeczywiście będzie miało miejsce.


I w takim oto nastroju kończę swoje wywody, życząc przy tym, żeby każdy miał w sobie takie właśnie pokłady szczęścia i sił. Przydadzą się na pewno. A może wtedy znajdzie się i „Świeże Tchnienie”? :)

Pozdrawiam!