Tak, wiem, że opuściłam się w pisaniu. Wiem to bardzo dobrze. Ale co poradzić, samo wyszło. Ostatnimi czasy nie mam czasu na nic, a przynajmniej nie na przyjemności. Nie licząc jeszcze sporej ilości problemów. I tych codziennych i tych trwających trochę dłużej.
Wiadomo, zbliżają się święta. Dla kogoś, kto jeździ do domu raz na 2 miesiące ważne jest (chyba), żeby ten czas spożytkować w sposób ciekawszy niż pisanie referatów czy tworzenie baz danych. Dlatego zmusiłam się do przesiedzenia caałego weekendu przed kompem, pisania prac, tworzenia baz i robienia innych dziwnych rzeczy, tylko po to, żeby nie musieć robić tego wszystkiego w domu. Przyznam, było (i póki co, jeszcze jest) to dosyć ciężkie zadanie, nawał roboty jeszcze bardziej potęguje moją chęć wyjścia z mieszkania. Jedynym motywatorem w tej sytuacji jest fakt, że w ciągu ostatniego weekendu liczba rzeczy do zrobienia z 8 spadła do 2, co mogę uważać za pewnego rodzaju osobisty sukces. No i oczywiście to, że już niedługo odbiję sobie wszystko w domu, i to nawet z nawiązką, bez ograniczeń. Co warto tu jeszcze podkreślić, przez to wszystko, co robię na uczelni i w mieszkaniu ilość godzin spędzonych przed komputerem może być porównywalna z ilością godzin spędzonych przy Ragnaroku podczas wakacji, w okresie kiedy wszyscy grali nałogowo. Czas chyba na jakieś badania wzroku...
Nie wchodząc już na tematy uczelniane... Od jakiegoś czasu staram się wprowadzić pewne zmiany. Może nie jakieś radykalne, ale zawsze jakieś. To się czasem każdemu przydaje. Mi też się przydało szczerze mówiąc. Zaczęłam od pewnego rodzaju zmiany wizerunku. Jeszcze jakiś miesiąc temu zapierałabym się przed pójściem do sklepu i przymierzeniu mini, nie mówiąc już o tym, że sama myśl o tym napełniała mnie swego rodzaju zmieszaniem. Efekt? Osobiście czuję się dobrze, czego bym się w ogóle nie spodziewała. Co na to inni? Nie wiem :) Poznałam opinie tylko niektórych, z grupy tych, którzy widzieli mnie w „nowym opakowaniu” ale chyba generalnie najważniejsze, żebym sama czuła się dobrze. Dopiero potem są opinie całej reszty. Co dalej? Pewnie jakieś kolejne małe zmiany. Nie wiem jeszcze jakie, nic nie wymyśliłam. Przyjdzie samo.
Co do samych świąt... Stwierdzam, że ten specyficzny klimat stworzył się w tym roku o wiele za wcześnie. W marketach widziałam stoiska ze świątecznymi gadżetami chyba na równi z półkami, gdzie znaleźć można było znicze przygotowane na święto zmarłych. Wydaje mi się, że komercja wygra ze wszystkim. Co jest trochę smutne, ale niestety, temu zjawisku nie damy rady.
Wracając jeszcze na chwilkę do tematu wyjść z mieszkania. Wielkie dzięki dla Ravena i Kudłatego za wczoraj! Jesteście niemożliwie pozytywni! Oby kolejne okazje dały radę znaleźć się w miarę szybko :)
Mam nadzieję nie robić już tak długich przerw między notkami. Ale obiecać nie mogę, wiem jak to jest z planami. Na końcu i tak się posypią a ja zostanę z poczuciem niedotrzymanej obietnicy. A tego nie lubię. Z resztą, chyba mało kto to lubi.
Tyle na dzisiaj. Nie przepracujcie się, uważajcie na siebie, fala grypy jeszcze się nie skończyła. Miłego wieczoru.