Dosyć retrospekcji, prawda? Ileż można. Dlatego dzisiaj o wydarzeniach, które miały miejsce dwa dni temu i wczoraj. Egzamin (zerówka) ustny z komunikacji społecznej. Siedziałam nad tym przez weekend, wydawało się, że wszystko umiem. Wykładowca to ogólnie mówiąc bardzo przyjemny człowiek. Dał nam listę pytań, kazał się nauczyć tak, żebyśmy coś kumali. Tak się do tego przygotowałam. Egzamin był wyznaczony na czwartek, godzina 8.00. Przyszło ponad 30 osób. Połowa musiała jeszcze jechać na w-f, a że ja wpis dostałam od razu po meczu, chcąc się poświęcić, zapisałam się na listę jako ostatnia. Byłam pewna, że jedna dwójka nie zabawi w gabinecie dłużej niż 10-15 minut. Przeliczyłam się, właściwie przeliczyli się wszyscy. Ludzie siedzieli tam nawet do 50 minut! Oceny od 3,5 do 4,5. Doktor R. nie był zadowolony tym, że cytujemy suche regułki z książki. Po paru godzinach pytania zaczął nawet krzyczeć i mówić bardzo niemiłe rzeczy do studentów. Zwątpiłam czy powinnam tam wchodzić. Ostatecznie, po 7 godzinach czekania wkurzyłam się i pojechałam do domu (w międzyczasie miałam jeszcze zajęcia). Coś podpowiadało mi, że jeśli mogę zdać ten egzamin następnego dnia, tak powinnam zrobić. Wykładowca się wyśpi, odpocznie, humor mu się poprawi. Nie pasowało mi tylko to, że w piątek miałam też kolokwium z terminologii. No, ale co poradzić, trzeba było jakoś dać radę. W piątek przyjechałam na 10:00. I co się okazało? Na drzwiach doktora wisiała karteczka, że przyjmuje od 12:00. Świetnie, kolejne godziny czekania. Terminologię udało napisać się wcześniej, potem jeszcze niecałe 1,5 godziny czekania. Ale koło 12:00, jak zobaczyłam wykładowcę, wiedziałam, że bez problemu zdam ten egzamin. Uśmiechnięty, na luzie. Byłam w drugiej dwójce. Pierwszą trzymał chyba 45 minut. No, moja kolej. Bez problemu! Odpowiadałam po koleżance, dostałam pytanie, które polegało na wymienieniu i omówieniu sześciu elementów komunikowania. Wymieniłam wszystkie, zdążyłam omówić jeden. Ocena: 4,5! Wydaje mi się, że to nie do końca zależało od wiedzy studenta, tylko od wrażenia, jakie się zrobi na wykładowcy. W każdym razie, trochę podbudowała mnie ta ocena. Te osoby, które twierdziły, że nie dadzą rady, mogą żałować, to nie było trudne! Potrafimy myśleć i mówić własnymi słowami. Na pewno byście zdali ten egzamin. A we wtorek kolejna bitwa, egzamin z historii książki O_o. Mam 3 dni, żeby się jako tako przygotować, materiału niby dużo, ale kto nie przeczyta dwóch książek? Coś w głowie zostanie. A jak nie, zawsze jest termin pierwszy.
PS. Dorzuciłam linki do wczorajszego posta. Jeśli chodzi o tego poniedziałkowego, linki będą jak tylko wrzucę utworki na moje konto na wrzucie. Nie chcę dawać wam linków do youtube’a.
Co w głośnikach?
Dzisiaj już na spokojnie, emocje opadły.
Top 5 na dziś (kolejność jak zawsze przypadkowa):
Miłego dnia