Tuesday, June 16, 2009

Kanapki z serem i tego typu rzeczy

Tytuł jest inspiracją wyciągniętą z notki Keii’a (pozdrawiam!), a że pasował mi do tematu, to go sobie przywłaszczyłam.


Ale zanim napiszę, o co mi tu chodzi, kilka nowych rzeczy.

Druga zerówka zaliczona! Wprawdzie na 3,5, ale ja wymagającym człowiekiem nie jestem i mnie ta ocena w pełni urządza. Dzięki temu będę mogła zajechać do domu parę dni wcześniej, a o to między innymi też mi chodziło. Planowany wyjazd: już za tydzień, a biorąc pod uwagę, która jest godzina, to już nawet 6 dni! Radochy co nie miara, ale trzeba tu jeszcze 2 egzaminy pozaliczać. Już nie mówię tu o jakichś super ocenach, jak to mówiłam już nie raz: aspiracje sięgnęły dna, chcę zaliczyć i mieć spokój. 6 dni, a ja już praktycznie spakowana, na wierzchu zostały tylko najpotrzebniejsze rzeczy, reszta czeka na wrzucenie do bagażnika.

Poza tym, przegrałam dzisiaj aukcję trylogii Dexter Jeff’a Linsday’a. Aż o złotówkę! A to przez to, że nie zajrzałam przed zakończeniem aukcji. Zamiast skorzystać z okazji, kupiłam książki w normalnej cenie. Cóż, zdarza się.


A teraz przejdźmy może do tematu głównego. Jedzenie. Temat – rzeka. Ale o tej porze nie stworzę nic specjalnie długiego. Popiszę troszkę na temat kuchni studenckiej, która (wbrew temu, czego się nasłuchałam itp) wcale nie jest taka zła. No ale, zawsze musi być jakieś ale. Bo ile można jeść spaghetti (w ostatni długi weekend przez caałe 4 dni) czy kotletów schabowych (na początku mojego pobytu w Krakowie prawie codziennie). Strasznie jest nie wiedzieć, co zrobić na obiad/kolację i przez tą niewiedzę jeść znowu to samo. Menu było skromne, ale przynajmniej nie były to zupki chińskie. Po pewnym czasie wszystko brzydnie, wtedy jakże wielkim wybawieniem jest jakiś ‘słoik’ z domu. Nie było tego dużo, biorąc pod uwagę odległość, jaką mam do domu i częstotliwość moich ‘przepustek’. Lubię gotować, ale tu jakoś chęci zabrakło. Poza tym, często musiałabym gotować tylko dla siebie, bo Pepek (pozdrawiam!) np. zup nie je, a ja wręcz przeciwnie. I znowu pomysłu nie ma, i znowu trzeba sięgnąć po ‘przepisy sprawdzone’. Tak się koło zamyka. A w głowie siedzi mi wspomnienie niedzielnego rosołku w domu, którego od dwóch miesięcy nie smakowałam. Czasem robię sobie jakąś ucztę i wtedy jest wszystko: i ziemniaczki i kotlecik i jakieś warzywka, prawie jak w domu :). Żeby nie było, ogólnie nie narzekam, bo i nie ma na co, jedzenie jest, całkiem niezłe. Ale brakuje pierogów, dobrych zup, ryżu z jabłkami... :). Co Wy tutaj właściwie jecie? Może jakieś pomysły pozbieram na przyszły rok. Przy okazji, zrobię reklamę jakimś ludziom, którzy prowadzą taki właśnie kulinarny blog (bardzo ciekawy zresztą): Studenckie Gotowanie. Warto zajrzeć, może przepisów nie wypróbujecie, ale bardzo przyjemnie się to czyta.


Co w głośnikach?


Enya – Boadicea

Seether – The Gift

Druga Strona Lustra – Positive Ragga

Eluveitie – Inis Mona

Skillet – Rebirthing


Miłej nocki życzę.