Wednesday, June 10, 2009

Bulwers!

Zauważyłam, że ostatnio sporo rzeczy mnie denerwuje. Może to przez sesję (mimo, że wydaje mi się, że przyjmuję wszystko ze stoickim spokojem), może przez fakt, że nie byłam w domu od Wielkanocy, albo mieszanka jednego i drugiego. W każdym razie... Wkurzają mnie rzeczy, które w normalnych okolicznościach raczej olewam. Denerwuje mnie:

- nadgorliwość. Mimo, że osobiście taka nie jestem, a w moim otoczeniu są co najmniej dwie takie osoby, chcą wywrzeć na mnie jakiś wpływ, przemawiając mi do rozsądku, że to powinno być zrobione. Nie! Bez przesady! Nie zjedzą mnie wyrzuty sumienia, kto wie, może nawet poczuję się lepiej. Wybaczcie za ten niezbyt zrozumiały wywód, ale nie chcę tu przytaczać realnych zdarzeń.

- użalanie się nad sobą. Straszne! Ileż można słuchać płaczów typu ‘jestem za gruba, chyba muszę schudnąć’, ‘nie mam kolegów/koleżanek’, ‘tu mnie boli, tak mi źle’. Ludzie mają o wiele poważniejsze problemy i nie rozpowiadają o tym na prawo i lewo. A jakby się tak na poważnie zastanowić, to mamy wszystko, czego potrzebujemy. Jeśli czegoś brakuje, wystarczy się postarać, to nie jest trudne.

- zachowanie ludzi, którzy myślą, że wiedzą wszystko. Znam jednego specyficznego osobnika, któremu wydaje się, że może sobie pozwalać tylko dlatego, że jest starszy, ma większe doświadczenie. Jeszcze trochę i chyba sama nie wytrzymam. Też, nie powiem, kim dokładnie jest ta osoba, dziewczyny z grupy (pozdrawiam!) będą wiedziały o kim piszę.

- to, że czasem nie traktuje się mojej (i nie tylko) pracy na poważnie (jakakolwiek by nie była). Jakie to nieprzyjemne uczucie, pracować nad czymś przez miesiąc, w międzyczasie godząc projekt z innymi zajęciami, a na końcu dowiedzieć się nowych faktów, przez które ostatecznie praca ląduje w koszu, a ja (my) nie słyszę nawet słowa ‘dziękuję’ – za próbę chociaż! Nie życzę nikomu pracy z takimi ludźmi.

- komunikacja miejska. Jak to wkurza, kiedy trzeba dojechać gdzieś na czas i bardzo nam na tym zależy, a jak na złość autobus w ogóle nie przyjeżdża. Poza tym, to moje pierwsze starcie z komunikacją na tak długi czas, w Trzebnicy nie ma czegoś takiego, wszędzie można dojść pieszo (co zajmuje mniej lub więcej czasu), a tutaj nie ma siły, na kampus raczej nie dojdę, trochę za duże wyzwanie.

- wkurzanie się osób w najbliższym otoczeniu (ciekawe). Jestem spokojna, do czasu, aż ktoś zacznie się denerwować, emocje automatycznie przechodzą na mnie.


Myślę, że dosyć. Przynajmniej na teraz. Takie listy można wypisywać w nieskończoność.


Żeby nie było tak całkiem negatywnie, pisałam dzisiaj zerówkę z historii książki. Nie była najtrudniejsza, ale kilka pytań mnie przybiło. Liczę na pomyślne wiatry i jakąkolwiek ocenę zaliczającą przedmiot. Jeśli nie, zawsze jest termin pierwszy.


Z rzeczy całkiem miłych: od niedawna mamy w domu nowego zwierzaka. Jakiś czas temu straciliśmy kotka, teraz jest kolejny, malutki jeszcze, Taki. Jak dla mnie, jest świetny, podobno wabi się Rysia :P Na żywo jeszcze nie widziałam, ale już niedługo.


Co w głośnikach?

Bez szaleństw. Dzisiaj króluje X-Ray Dog.


Top 5 na dziś:

The Prophet

The Final Challenge

Here Comes the King

Live or Die

Tunnel of Darkness


Miłej nocki.